Robert Kowal
Budynek na bielskiej starówce miał funkcje miejskiego więzienia i mieszkania kata, co potwierdzają XVIII-wieczne księgi metrykalne oraz zapisy o zgonach aresztantów. To tutaj przetrzymywano osoby oczekujące na wykonanie wyroku śmierci lub odbywające karę pozbawienia wolności. W piwnicach obiektu mogły znajdować się komórki dla więźniów oraz miejsca, gdzie kat stosował tortury. W kwartale obecnych ulic Pankiewicza, Orkana i Krętej zachowały się pamiątki po tamtych mrocznych czasach.
Piotr Kenig jest jednym z tych bielskich historyków, których można słuchać godzinami. Uparty w poszukiwaniu źródeł, potrafi komunikatywnie dotrzeć do odbiorców, którzy zasłuchani w jego przekaz, zapominają o bożym świecie. Tak też było w miniony czwartek w Książnicy Beskidzkiej, gdy dzięki wykładowi historyka ocknąłem się w realiach XVIII wieku.

Między starym a nowym murem
Spotkanie z miłośnikami lokalnej historii z cyklu „Historycznych Czwartków” poświęcone było jednemu z najbardziej intrygujących tematów z dziejów naszego miasta. Czy Bielski Dom Kata to prawda, czy fikcja? Piotr Kenig przybliżył historię zabudowy w kwartale obecnych ulic Pankiewicza, Orkana i Krętej. Według źródeł, w tamtych okolicach w XVIII wieku znajdowały się mieszkanie kata, areszt oraz tzw. schody cesarskie.
Historyk dokonał szczegółowej rekonstrukcji przemian urbanistycznych i własnościowych konkretnych parceli, w tym budynku przy Pankiewicza 8, identyfikując go jako dawną siedzibę miejskiego kata i więzienie. Posesja między starym a nowym murem obronnym miasta nie została wymieniona w spisie domów uprawnionych do wyszynku wina i piwa sporządzonym w 1760 roku przez Andreasa Micklera. W 1770 podczas nadawania w Bielsku numeracji konskrypcyjnej budynek oznaczono jako Stadt 58 (a następnie Stadt 79), co wynika z analizy numeracji sąsiednich posesji.

Podobnie jak w średniowieczu, ławnikom miejskim pełniącym najwyższą władzę sądowniczą w imieniu właściciela bielskiego państwa stanowego przysługiwało orzekanie najwyższego wymiaru. Wcześniej wyroki śmierci wykonywane były w Cieszynie przez tamtejszego kata, ale w XVIII wieku w Bielsku także znajdowało się miejsce egzekucji. Jego szczegółowa lokalizacja nie jest jednak znana. W aktach sadowych z lat 1718 i 1740 odnotowano egzekucję dwóch dzieciobójczyń, a w 1737 dwóch rabusiów.
Szubienica była wspólnym dziełem
Piotr Kenig dotarł do źródeł, które wskazują, że w 1771 roku z polecenia księcia Sułkowskiego zbudowano szubienicę. Mieszczanie zgromadzili się w miejscu straceń przy dźwiękach muzyki i powiewających flagach, a kat z obnażonym mieczem donośnym głosem uznał stare, zrujnowane miejsce egzekucji za nieistniejące. Komisarz książęcy w obecności licznego tłumu wygłosił mowę o prawie i jurysdykcji. Następnie nową siekierą i młotem uderzył w belkę trzy razy w imieniu cesarza i państwa bielskiego. To samo uczynili wójt, radni, a następnie wszyscy członkowie cechu stolarzy(?).

Rozpoczęła się praca przy wznoszeniu szubienicy. Symboliczny udział całej społeczności, w tym przedstawiciela władzy książęcej w budowie miał dowodzić, że szubienica jest wspólnym dziełem. Dzięki temu pojedynczy rzemieślnik z powodu jej budowy nie został uznany za okryty hańbą. Dokładnie nie wiadomo, gdzie znajdowało się w tych latach miejsce straceń. Niewykluczone, że było to w rejonie Parku Słowackiego, na pograniczu Parku Słowackiego i ul. Kopernika lub na wzgórzu w okolicach późniejszego cmentarza ewangelickiego.
Funkcje miejskiego więzienia i mieszkania kata budynku przy ul. Pankiewicza 8 potwierdzają XVIII-wieczne księgi metrykalne oraz zapisy o zgonach aresztantów. To tu przetrzymywano osoby oczekujące na wyroki lub odbywające karę pozbawienia wolności. W piwnicach obiektu mogły znajdować się komórki dla więźniów oraz miejsca, gdzie kat stosował tortury. Do czasu ich zniesienia przez cesarzową Marię Teresę (1776) kat miał prawo do stosowania tortur w celu wydobycia zeznań. W 1787 cesarz Józef II czasowo zniósł karę śmierci.

Historia dziecka, które zmarło w celi
W tomie trzecim księgi zgonów parafii św. Mikołaja odnotowano od października 1771 do września 1784 jedenaście przypadków śmiertelnych w tej posesji. Dotyczyło to trojga osób spoza Bielska, trojga aresztantów, 6-letniej córki bielskiego sukiennika oraz miejscowej mężatki. Jedną z najbardziej poruszających jest historia pięciodniowego dziecka, które zmarło po urodzeniu w celi. Księga zgonów z lat 1785-1806 nie zachowała się, dlatego brak informacji o możliwych kolejnych zgonach w Domu Kata.
Co najmniej przez pięć lat (1772-1777) funkcję bielskiego kata pełnił Franz Waxmann. Kat był w tamtych czasach osobą „wyklętą”, zmuszoną do zamieszkiwania poza murami miasta, a jego zawód budził powszechny lęk i odrazę. Z reguły było to zajęcie dziedziczne. Po zniesieniu kary śmierci obiekt stracił swój mroczny charakter, przechodząc w ręce prywatnych właścicieli i zmieniając funkcję na mieszkalną.

W dokumentach z 1827 roku tuż przed budową murowanego obiektu miejsce to opisano jako szopę z kawałkiem ogrodu położoną przy „schodach cesarskich”. Obecnie w budynku trwają prace archeologiczno-architektoniczne, które mają na celu dokładne rozpoznanie historycznych warstw i funkcji tego obiektu.
Schody cesarskie nie przetrwały
Podczas wykładu historyk wspominał o istnieniu średniowiecznych murów obronnych, dawnej baszty oraz tłumaczył lokalizację legendarnych schodów cesarskich, które upamiętniały wizytę Franciszka I w Bielsku. Najjaśniejszy pan zatrzymał się w ówczesnym ratuszu na rogu Rynku i Celnej, a następnie udał się z wizytą na Syjon. Na trasie przemarszu z centrum miasta w stronę kościoła ewangelickiego znalazły się schody, które ze względu na to, że stąpał po nich monarcha, zyskały później miano „cesarskich”.

Nazwa ta utrwaliła się w lokalnej topografii i pojawiała się nawet w oficjalnych dokumentach własnościowych. Niestety, schody cesarskie nie przetrwały w pierwotnej formie do czasów współczesnych. Zostały zlikwidowane prawdopodobnie w latach 40. XIX wieku, a w ich miejscu przywrócono charakterystyczny zjazd o układzie spiralnym zwany ślimakiem.
Dziś śladem po dawnym układzie terenu w tym miejscu są fundamenty wieży bramnej oraz specyficzny kształt ulicy Krętej.
Robert Kowal
Zdjęcia: Książnica Beskidzka i własne

0 komentarzy