Robert Kowal
Anita jest postacią historyczną. W 1998 roku została Miss Podbeskidzia i w ten sposób zapisała się w bogatej historii konkursu. Kocha taniec i ta namiętność przed laty pozwoliła jej zdobyć koronę, a później robić karierę w branży eventowej. Z tytanową konstrukcją w kręgosłupie trudno tańczyć na parkiecie, ale za konsolą to możliwe. Piękną didżejkę z Bielska-Białej zna publiczność klubowa w całym kraju, a usłyszy o niej świat. – Zaciskam zęby i czekam na swój moment – nie wątpi.
Od koronacji minęło tak wiele czasu, ale Anita Rusin pamięta każdą chwilę, jakby to było wczoraj. Emocje nie gasną, gdy relacjonuje ciąg wydarzeń, który doprowadził do zdobycia tytułu najpiękniejszej kobiety na Podbeskidziu.
Ma od dziecka wielki uśmiech
– To było dla mnie wielkie zaskoczenie – wspomina. – Wystąpiłam w konkursie za koleżankę, która rozchorowała się. Elżbieta Barwicka-Picheta, odpowiedzialna za choreografię, znała moją mamę. Zapytała ją, czy bym nie wystąpiła w zastępstwie, gdyż ćwiczyłam przez cztery lata taniec towarzyski w klubie. W programie koncertu była duża dawka choreografii tanecznej. Wymyślili więc, że wypełnię dziurę po chorej dziewczynie – śmieje się Anita.

Wygrałaś dlatego, że byłaś piękna czy pięknie tańczyłaś? A może jedno i drugie? – pytam. – Wydaje mi się, że skradłam show. Po prostu bardzo dobrze czułam się w roli tancerki i wypadłam korzystnie na tle dziewczyn, które mogły nawet lepiej wyglądać ode mnie. Wypracowałam sobie miejsce ruchem scenicznym i uśmiechem, bo mam od dziecka po mamie wielki uśmiech. Takie jesteśmy obie pozytywne – dodaje, a jakże, ze śmiechem.
Miss Podbeskidzia 1998 ukończyła studia z tytułem inżyniera informatyki, a następnie magisterskie studia uzupełniające na Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Przez kilkanaście lat robiła karierę w branży farmaceutycznej. Sytuacja zmieniła się diametralnie w 2019, gdy pracodawca nie przedłużył jej kontraktu.
Uniknęła paraliżu i wózka
Na domiar złego na wakacjach w Tunezji złamała kręgosłup szyjny, skacząc w szoku po udarze słonecznym do basenu na płytką wodę. Na szczęście, uniknęła paraliżu i wózka. Dzięki operacji w Piekarach wróciła do Bielska-Białej z tytanową konstrukcją w kręgosłupie szyjnym.
Będąc na bezrobociu, zgłosiła projekt w urzędzie pracy i otrzymała dotację na pierwszą działalność gospodarczą. Za uzyskane wtedy 40 tys. zł kupiła konsolę i nagłośnienie wysokiej jakości, aby wejść do branży rozrywkowej związanej z prowadzeniem eventów jako Atina Art Music. Jak podkreśla, miksowania i didżejowania uczył ją Norbert Borzym z Polskiego Radia.
Od tamtej pory wyrobiła sobie silne nazwisko w środowisku. Piękna didżejka dostarcza oprawę muzyczną dla firm eventowych i gra w całej Polsce. Dostrzegł ją także samorząd Bielska-Białej. Podczas wakacji miksowała sety na lotnisku w Aleksandrowicach w cyklu „Wlot na spot”. W klubach gra do późnych godzin nocnych. Kiedy odpoczywa?

Każdy ma prawo się wyluzować
– Rano muszę córkę odwieźć do szkoły i bardzo często po prostu nie mam jak odespać – odpowiada. – Odpoczywam w niedziele i wtorki, ćwicząc jogę, bo bardzo lubię jogę. Ćwiczenia pozwalają mi utrzymać kręgosłup w odpowiedniej kondycji – wyznaje, nie przestając się uśmiechać.
Coraz więcej kobiet decyduje się na kariery w branży eventowej jako didżejki. Na rynku jest coraz większa konkurencja, ale Atina ma w sobie magnes przyciągający publiczność w różnym wieku. Jest osobą bardzo empatyczną. – Wchodząc w określone towarzystwo, do klubu czy baru, zbieram w sobie energię, którą przekazuję ludziom na parkiecie – przekonuje. – Atina kojarzy im się z tym vibem, z tą energią. Ja po prostu mam z nimi połączenie, uwielbiam patrzeć na ludzi, jak się bawią – nie wątpi.
W klubie gra melody house, a na eventach house disco. – W codziennym życiu ludzie zapominają o swoich potrzebach. Czasem trzeba się wyluzować. Każdy ma prawo dobrze czuć się ze sobą i mieć czas dla siebie – podkreśla. – Ludzie chcą zapomnieć o troskach, pobawić się i w tym momencie podaję im lata 70., 80., 90., 2000., hity obecne – zdradza.
Zaciska zęby i czeka
Czasami zdarzają się na parkiecie sytuacje nieprzyjemne, gdy alkohol zanadto zaszumi w głowie. – Zawsze udaje mi się uśmiechem rozładować napięcie. Nigdy nie było konieczności interwencji służb mundurowych – tłumaczy.

W przyszłości chce zostać producentką muzyczną, mieć swoją agencję i nie traci nadziei, że jej się to uda. – Na chwilę obecną nabieram pewności siebie jako didżejka. Widzę, że jest już grupa ludzi, która za mną chodzi. Szukam dalszych miejsc rozwoju dla Atiny. Mam nadzieję, że będziemy wszyscy cieszyć się, że dziewczyna z Bielska-Białej gra na festiwalach światowych. Jestem cierpliwa i wytrwała. Zaciskam zęby i czekam na swój moment – kończy.
Może przyjdzie porozmawiać o przyszłości podczas świąt Bożego Narodzenia, które Anita spędzi w gronie rodziny w Bielsku-Białej. W pierwszy dzień świąt będzie do dyspozycji szerszej publiczności, bo zagra na Skrzycznym w Szczyrku.
Robert Kowal
Film: współpraca Michał Kowal

Piękna kobieta w dobrym wieku. Zal że do disco jużem za stary. Tyle co w internetach popatrzę.