Robert Kowal
Taka sytuacja: dookoła sali pędzi pociąg ze zwierzętami cyrkowymi, zbliża się trzynasta, wszystkie miejsca zajęte. Goście nie spuszczają z oczu kolorowych wagoników, a ja stoję przed czarną tablicą zapisaną maczkiem nazwami potraw. Podobno tutejsze schabowe nie mieszczą się na talerzu, dlatego do ziemniaków trzeba podawać osobne naczynie. Są też legendy o placku z gulaszem i bukietem surówek. Przyszedłem sprawdzić tę legendę.
Od ok. dwóch lat w zabytkowej kamienicy w centrum Bielska-Białej działa Bistro Bielsko, specjalizujące się w kuchni polskiej. Lokal rzuca się w oczy nienachalnie. Przed drzwiami wejściowymi stoi chyba jedyny przy ul. 11 Listopada bałwanek napełniany sprężonym powietrzem, a po wejściu do środka trudno oderwać wzrok od miniaturowego pociągu ciągnącego wagony cyrkowe, który porusza się po torowisku pod sufitem. Odjazd co pół godziny. Kurs wokół sali trwa dziesięć minut. To akurat tyle, aby doczekać realizacji zamówienia.

Gdzie ceni się lokalną tradycję
Ściany zdobią reprodukcje archiwalnych zdjęć Bielska z silnym motywem bielskich tramwajów. To znak, że jesteśmy w miejscu, gdzie ceni się lokalną historię i kulinarną tradycję. Ważnym elementem tej ostatniej jest umieszczona na ścianie karta w formie czarnej tablicy z zapisanymi kredą nazwami potraw.
Każdy dzień zaczyna się o 9.00 od śniadania. Zimą wiele osób wpada wtedy do bistra na gorącą zupę. Do wyboru także kiełbasa gotowana lub smażona, jajecznica na maśle lub z boczkiem plus pomidor, ogórek i pieczywo. Na wilczy apetyt mamy flaczki, bigos i fasolkę po bretońsku. Są naleśniki z serem, dżemem, kremem orzechowym i jabłkiem prażonym, tudzież kluski na parze z truskawkami, dżemem lub masłem i cukrem.

W kuchni polskiej nie brakuje krokieta z barszczem czy bardziej ekstrawaganckiego smażonego sera camembert z frytkami i zestawem surówek. Obok stałego menu są dania dnia – tak, zupy, jak drugie. – Nieodmiennie największe wzięcie ma zupa pomidorowa z lanymi kluseczkami – wprowadza Aleksandra Tomczyk, kobieta za ladą. – Pomidorowa musi być codziennie!
Weź zapytaj o ogórkową
Klienci chwalą grochówkę, pierogi i placki ziemniaczane. Jest gołąbek w sosie pieczarkowym lub pomidorowym – ten nad poziomy wylatuje. Dla wegetarian kotlety ziemniaczane z sosem koperkowym lub pieczarkowym czy spaghetti czosnkowe na oliwie. Z zup trzeba pytać o gulaszową, flaki wołowe, żurek z jajkiem, ogórkową, jarzynową czy barszcz ukraiński. Ci, którzy spróbują, zawsze wracają. – Praktycznie cały czas mamy na sali stałych gości – podkreśla moja rozmówczyni.

Zaprzysięgłych smakoszy ma żeberko pieczone w kapuście zasmażanej. Kotlet mielony jest w środy. Od rana trwa wtedy mielenie świeżego mięsa pochodzącego od sprawdzonych dostawców lokalnych. Tradycyjnemu kotletowi schabowemu zawsze towarzyszą ziemniaki i kapusta. – Kotlety czasami są tak duże, że klienci proszą o podanie ziemniaków ma osobnym talerzu – śmieje się pani Ola.
Legenda placka z gulaszem
Na obiady podawane od południa przychodzą głównie osoby starsze. Ok. 13 bistro pęka w szwach. W tygodniu wpadają młodsi i w oczekiwaniu na posiłek kręcą filmiki z pędzącym pociągiem. W weekendy często widać przy stolikach rodziny z dziećmi. Ludzi przekonuje smak, ale też estetyka i ceny. Za dwudaniowy obiad (cztery zupy oraz 4-5 dań głównych do wyboru) trzeba zapłacić mniej niż 27 zł. W bistro pracują dwie kucharki i dwie pomoce kuchenne oraz trzy kasjerki – na zmianę. Taki młyn!

Jednak nade wszystko warto odwiedzić Bistro Bielsko dla placka ziemniaczanego z gulaszem, podawanego z bukietem surówek. Sprawdziłem ich legendę i uważam, że entuzjastyczna opinia nie jest przesadzona. Przyrządzane na bieżąco placki są średnio wysmażone, a mięso w aromatycznym sosie szybko ulega pod naciskiem noża.
Zwracam uwagę na warzywa do surówki: świeżo starte buraczki, ogórek kiszony i marchewka. Takie drobiazgi pracują na renomę lokalu. Lokal przy ul. 11 Listopada 10a w Bielsku-Białej czynny jest od poniedziałku do soboty do godz. 18.00. Niedziele mają wolne.
Robert Kowal






0 komentarzy