Robert Kowal
W świecie, w którym olbrzymia większość ludzi żyje w komórkach, może uchodzić za kolorowego ptaka. Od prawie dwudziestu lat ma pasję, która pozwala mu poznawać największe gwiazdy polskiej polityki czy głośnych aktorów. Zbigniew Kulasek pracuje zawodowo w Bielsku-Białej i dojeżdża koleją z Pszczyny. W pozostałym czasie kolekcjonuje autografy, w czym pomaga mu wrodzona cierpliwość i intuicja. Osoby, które poprosił o podpis, zostają później prezydentami RP czy ministrami. Na dowód pokazuje krótkie filmiki publikowane w Facebooku.
Zbigniewa Kulaska spotkałem na dworcu głównym w Bielsku-Białej, gdzie czekał na pociąg do Pszczyny, skąd pochodzi. Energetyczny młody człowiek sypie anegdotami związanymi z osobami znanymi z pierwszych stron gazet. Na pierwszy rzut oka facet z pasją, który wie po co żyje.
Chciał odkupić całą kolekcję
Zaczęło się od Marka Borowskiego, wtedy marszałka Sejmu. – Wpadłem na pomysł, aby napisać do niego maila z prośbą o zdjęcie z autografem – wspomina. Odpowiedź zaskoczyła całą rodzinę. Przyszła następnego dnia. – Proszę podać adres – napisali z Sejmu.
Każdy człowiek powinien mieć jakąś odskocznię po pracy. Jedni zbierają znaczki pocztowe, a inni monety. Pan Zbigniew od prawie dwudziestu lat kolekcjonuje autografy. To jego życiowa pasja. Jak dotąd, zebrał ok. 2 tys. sztuk. – Nie wiem, Ile dokładnie ich jest. Pewnie na emeryturze usiądę przy kominku, aby je podliczyć – żartuje.

Ktoś kiedyś chciał odkupić od niego całą kolekcję. Nie zgodził się. Autograf to nie tylko własnoręczny podpis danej osoby, ale dowód, że widzieliśmy ją osobiście, czasem otrzymaliśmy od niej drobny prezent. Podpis można użyć w sposób nieuczciwy, są takie sprawy opisywane w kronikach kryminalnych. Aby ułatwić identyfikację, po autograf przychodzi w koszulce promocyjnej swojego miasta, Pszczyny. Nazwisko łowcy autografów można zawsze sprawdzić w googlach.
Obaj zostali prezydentami
W tej branży liczy się cierpliwość, obycie w świecie polityki i kultury, intuicja. Na autograf zespołu Dżem czekał osiem czy dziewięć godzin. Najpierw na rozpoczęcie koncertu, później aż się skończy, a gdy to nastąpiło, artyści musieli przebrać się po występie.

– Najlepiej podejść do gwiazdy z jej wydrukowanym zdjęciem – radzi. – Raz o autograf na zdjęciu poprosiłem Andrzeja Dudę, radnego krakowskiego, gdy był z wizytą w Pszczynie. Innym razem autograf dał mu Karol Nawrocki, który jako prezes IPN przyjechał do Bielska-Białej.
Podpis na zdjęciu wraz z piórem pan Zbyszek otrzymał od senator Elżbiety Bieńkowskiej, która niedługo później została ministrem rozwoju regionalnego. W jego kolekcji są autografy Andrzeja Leppera, Leszka Balcerowicza, Jarosława Kaczyńskiego oraz prezydentów – Lecha Wałęsy czy Aleksandra Kwaśniewskiego.

Nie był tylko w Białym Domu
– Bronisławowi Komorowskiemu przedstawił mnie w Tychach obecny wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka. Prezydent powiedział o mnie: „Popatrzcie, to jest pozytywny synek!”. Kupiłem jego książkę, a on mi ją podpisał – relacjonuje łowca.
Na zaproszenie europosłanki Mirosławy Nykiel pan Zbyszek był z wizytą w Parlamencie Europejskim w Brukseli, wcześniej zabiegał o autografy polityków w Sejmie. – To jeszcze tylko w Białym Domu pana nie było – żartuję. – Spokojnie, wszystko przed nami – odpowiada z uśmiechem.

Najcenniejsze w jego kolekcji są autografy osób, które odeszły już z tego świata. Niemal z każdym podpisem łączy się jakaś anegdota. Być może pan Zbigniew napisze kiedyś książkę z ciekawymi historyjkami, ale na razie nie zgłosił się żaden wydawca. W książce znalazłby się również rozdział poświęcony Bielsku-Białej, a w nim Jarosław Klimaszewski, ówczesny przewodniczący Rady Miejskiej.
Podanie z prośbą o autograf
Łowca autografów napisał do niego maila z prośbą o podpis i pióro. Pan przewodniczący zostawił je wraz z opakowaniem w sekretariacie. – Wydaje mi się, że był to osobisty prezent, a nie pijarowski podarek przeznaczony dla oficjalnych gości miasta – przypuszcza mój rozmówca.

Śp. Jacek Krywult przez swojego rzecznika odmówił zrobienia sobie z nim pamiątkowego zdjęcia. – Miałem zostawić podanie w sekretariacie, ale ostatecznie odmówiono mi autografu prezydenta Bielska-Białej – twierdzi.
O autografy ubiega się drogą mailową, niekiedy pojawia się na różnych eventach. Oprócz zdjęć i filmików z politykami otrzymuje od nich pamiątkowe przypinki czy krawaty. Np. od Renaty Beger dostał biało-czerwonego klasyka Samoobrony. – Czasem pytają mnie, czy jestem zwolennikiem prawicy, czy lewicy. W takich przypadkach odpowiadam, że jestem z centrum – śmieje się pan Zbigniew.
Dziewczyna Bonda w szlafroku
– Byłem na planie zdjęciowym w Bielsku-Białej, gdzie swój nowy film realizował Paweł Pawlikowski, zdobywca Oscara – rozpoczyna drugi rozdział nienapisanej jeszcze książki, tym razem o artystach. – Nie mogłem spotkać się z reżyserem, ale na pamiątkę otrzymałem kartkę z kwestią wypowiadaną przez jednego z aktorów – podkreśla.

Wśród artystów same głośne nazwiska. Anna Guzik, Roman Frankl, syn Marii Koterbskiej, Cezary Pazura. Bogusława Lindę spotkał podczas zdjęć do serialu „Biała wizytówka” w pałacu w Pszczynie. – Jaki ma Pan ładny kapelusz! – skomplementował wtedy Jana Nowickiego. Genialny aktor przytaknął, wyjaśniając z powagą, że kapelusz pochodzi z samej Ameryki.
Znana aktorka z Krakowa napisała swój autograf na wspak. Francuska gwiazda filmowa grająca dziewczynę Bonda pozowała do zdjęcia w szlafroku. Pan Zbigniew ma ten kadr w komórce, ale nigdy go nie opublikuje. – Jest zbyt prywatny – wyjaśnia.
Zniewalający zapach farby drukarskiej
Aktorka Joanna Bartel na planie filmowym zapytała, czy chciałby od niej „buziora”. – Dała mi czerwonego od szminki buziaka na czole – wspomina łowca autografów. – Szedłem później z tym „buziorem” na czole przez pół miasta. Na festiwalu w Opolu był zdumiony, jak wiele osób zabiega o autograf Piotra Kupichy. – Ja już miałem, więc powiedziałem „Dzień dobry, panie Piotrze”, a on jakby mnie rozpoznając, odpowiedział „Się ma”.

– Ludzie dzisiaj siedzą w swoich komórkach, rzadko rozmawiają tak, jak my tutaj – mówi pan Zbyszek, gdy siedzimy na ławce obok kas biletowych dworca kolejowego w Bielsku-Białej. – Lubię zapach farby drukarskiej w gazecie. Często chodzę do Empiku i wącham – przyznaje.
Tym razem czasu na Empik nie ma. Zbyszek Kulasek, przygotowując się do podróży powrotnej do Pszczyny, zabrał do wagonu pachnące jeszcze farbą świeże wydanie bielskiej gazety. W pociągach można poczytać gazetę papierową, ale zdarzają się także niespodziewane spotkania. W ten sposób zdobył autograf konduktora Przemka.
Robert Kowal
Zdjęcia: Zbigniew Kulasek i własne

Gratulacje dla Pana za cierpliwość. Ja bym nie mogła czekać na podpis 9 godzin chociaż w naszej spółce zdarzają się różne historie. Pozdrawiam