Z Olą Kot, nową pogodynką Dzień Dobry TVN, b. Miss Beskidów, podróżniczką, która zawsze wraca do Bielska-Białej, rozmawia Robert Kowal
Niedawno portale rozpisywały się o Twoim przejściu do TVN jakby chodziło o transfer Roberta Lewandowskiego z Barcelony do Milanu. Jesteś gwiazdą telewizji?
– Nie. Nigdy nie mówię o sobie, że jestem gwiazdą czegokolwiek.

Wielkie gwiazdy małego ekranu
W ilu stacjach do tej pory pracowałaś?
– W zasadzie w dwóch. Stacją Matką jest dla mnie Eska TV, która przez lata była własnością ZPR Media, a później weszła do Grupy Polsat. Teraz pracuję dla TVN.
W Polsce w ogóle są jakieś gwiazdy telewizyjne? W Ameryce mają ABC, NBC, CBS, w Europie BBC, ARD/ZDF, RAI, France Televisions. Tacy giganci kreują wielkie gwiazdy małego ekranu. Czy można w polskiej telewizji wykreować gwiazdę, prawdziwą gwiazdę?
– Myślę, że gwiazd było i jest całkiem sporo i wciąż mogą się pojawiać nowe, ale telewizja ma teraz poważnego konkurenta w postaci internetu, chociaż mam wrażenie, że ostatnio zaczęło się to wszystko przenikać. Osoby z internetu pojawiają się w telewizji, a z telewizji w internecie.



Takich dziennikarzy się boją
Kto w branży jest dla Ciebie wzorem?
– Dorota Wellman. Bardzo ją szanuję, jest dla mnie wzorem do naśladowania ze względu na autentyczność i profesjonalizm. Nigdy nie widziałam jej wpadki. Mam wrażenie, że zawsze jest przygotowana. Ma w sobie mnóstwo ciepła, że aż chce się z nią gadać.
Ale Dorota Wellman jest wyrazistą postacią, czasem bardzo wnikliwym rozmówcą. Takich dziennikarzy osoby publiczne się boją, a jednocześnie chcą z nimi rozmawiać przed kamerą, bo ostry wywiad przynosi rozgłos i zasięg. Chcesz, żeby ludzie się Ciebie bali?
– Jak dotąd, z poważnymi tematami nie miałam do czynienia. Całe życie pracowałam w stacji muzycznej, gdzie pokazywaliśmy wątki lifestylowe. Nigdy nikt mi nie narzucał, żebym coś pod kogoś wyciągnęła. Pracując w TVN, z pewnością nie zabraknie mi okazji, aby zająć się innymi tematami. Jednak strach przede mną to ostatnia rzecz, jakiej bym chciała.
Chmurka i Wicherek: giganci telewizji
W moim dzieciństwie gwiazdami byli Chmurka i Wicherek, osoby, które prowadząc prognozę pogody w telewizji publicznej, doczekały się gigantycznej rozpoznawalności. Wiesz o kim mówię?
– Oczywiście. Mój kolega z pracy Bartek Jędrzejak jest kojarzony jako pogodynek, ale pogoda w Dzień Dobry TVN to zupełnie inna jakość telewizyjna. Głównym wątkiem programu jest prezentacja fajnego miejsca czy fajnej historii, a przy okazji pokazujemy prognozę pogody. Pogodynką byłam w stacji Nowa TV. Pojawiałam się na ekranie po wydarzeniach głównych i opowiadam całą historię pogodową.



Jeśli dobrze rozumiem, w TVN poruszacie tematy podróżnicze, które są urozmaicone prognozą pogody.
– Trochę tak. Teraz kiedy ze sobą rozmawiamy, mam za sobą trzy dyżury w Dzień Dobry TVN – w Wiśle, w fokarium na Helu oraz na lodowisku w Warszawie. Moja praca wiąże się z podróżami po Polsce.
Codziennie nowa historia
Z tego co pamiętam, bywałaś już z kamerą w różnych miejscach na świecie.
– Przez kilka lat prowadziłam program „Polacy za granicą” w Grupie Polsat i zawsze będzie on zajmował szczególne miejsce w moim sercu. Kocham podróżować, a przez te lata poznałam masę fantastycznych osób. Przysięgam, że w tamtych czasach nigdy nie miałam tak, żeby nie chciało mi się wstać do pracy. Nawet wtedy, gdy byłam niesamowicie zmęczona przy zmianie czasu czy bardzo wymagających przelotach. Zawsze wstawałam z uśmiechem na twarzy, bo wiedziałam, że czeka mnie nowa historia. Myślę, że w każdym miejscu na świecie, gdzie byłam z kamerą, znalazłabym kogoś, kogo mogłabym poprosić o pomoc albo najzwyczajniej zapytać, czy mogę się zatrzymać na jedną noc.
Masz ciekawe wspomnienia z zamorskich podróży? Coś, co jakby wyłania się z morza wspomnień niczym cudowna wyspa ze snów pierwszych odkrywców?
– Są miejsca, do których samej trudno byłoby mi dotrzeć, bo jest po prostu daleko, a dojazd skomplikowany. Nowa Zelandia, gdzie byłam aż w czterech różnych miastach, to prawie koniec świata (śmiech), więc pewnie nie udałoby mi się pojechać tam prywatnie, a udało się z programem. Służbowo byłam też w Australii i Szanghaju. Hong Kong zrobił na mnie niesamowite wrażenie. To miejsce, do którego nigdy bym się nie wybrała na wakacje, bo w swoim prywatnym czasie stawiam na odpoczynek. Tam o to trudno.

Duży awans zawodowy
Przypomnę, był to program, który pokazywał, jak radzą sobie Polacy mieszkający za granicą.
– Przyznaję, egzotyczne miejsca bardziej zapadły mi w pamięć, ale też zawsze powtarzam, że w tym programie jest trochę tak, że sympatia do danego miejsca zależy od twoich bohaterów, czy się z nimi zżyjesz, czy są to ludzie, z którymi znajdziesz jakieś flow. Pamiętam jeden z moich pierwszych odcinków, w Hanoi. Miałam tam fantastycznych bohaterów. Bardzo jestem ciekawa, jakby to było, gdybym do Hanoi przyleciała prywatnie. nie znając historii tych Polaków.
Angaż w TVN to duży awans zawodowy?
– Tak. Jest to jedna z największych stacji w Polsce. Jej program śniadaniowy ma najlepsze wyniki oglądalności w kraju. No i na dodatek każdy odcinek jest na żywo. To fajna ekscytacja, fajne emocje. Teraz, gdy jadę gdzieś z prognozą pogody, zazwyczaj jest ktoś, z kim mogę sobie porozmawiać. Z prognozą pogody też kiedyś miałam do czynienia, ale jednak w TVN jest to nowe wyzwanie.
Nie ma memów z Olą Kot?
Podkreślasz, że to inna niż tradycyjna formuła prognozy pogody. Zgoda. Gdzieś w internetach przeczytałem komentarz: czy to ambitna robota dla dziennikarza?
– Jeżeli ktoś uważa, że to jest proste, to bardzo się myli. Program na żywo to zupełnie inna bajka niż rejestrowany, gdy sobie nagrywasz, możesz nagrać dublet lub zmienić puentę. Tu jest po prostu tylko jeden moment, jedna chwila. Jeśli się potkniesz, będzie to przez wszystkich zauważone i z Tobą już zostanie.



Internet żyje wpadkami na żywo. Każde potknięcie, zwłaszcza osoby z popularnym wizerunkiem telewizyjnym, jest później żywo komentowane, czasem latami.
– Mam wrażenie, że są telewidzowie, którzy czekają, żeby na wizji wydarzyło się coś niekontrolowanego. Są wtedy szczęśliwi.
Widziałaś już memy z Olą Kot?
– Nie, na razie wszystko idzie zgodnie z planem (śmiech).
Kiedy uroda utrudnia
W dziennikarstwie prasowym mówi się, że ładna buzia ożywi każdą stronę, nawet z nekrologami. Aparycja pomaga Ci w karierze?
– Są momenty, kiedy pomaga, ale tutaj ośmielę się postawić tezę, że nie chodzi o samą urodę. Chodzi o uśmiech, którego mi nie brakuje. Bardzo często uśmiecham się, zawsze z naturalnych pobudek, nigdy na siłę. Potrafię zjednać sobie ludzi ciepłem. Uśmiech jest moją kartą przetargową, jest mi z nim łatwiej. Ale też nie ukrywam, że miałam takie momenty, gdy ktoś zakładał, że jestem głupią blondyną i dlatego nie można oczekiwać żadnych interesujących pytań z mojej strony. W takich sytuacjach uroda utrudnia.
W 2009 roku w wieku 19 lat wygrałaś konkurs piękności w Bielsku-Białej. Zostałaś Miss Beskidów, co pozwoliło Ci wziąć udział w wyborach Miss Polski. Czy ten epizod pomógł Ci w karierze?
– Gala Miss Polski była transmitowana na żywo przez telewizję. Wtedy tak naprawdę zobaczyłam ją pierwszy raz od kuchni i bardzo mi się to spodobało. Gdyby pani Lucyna Grabowska, organizatorka konkursu Miss Beskidów, nie dała mi szansy, kto wie, jak by się to wszystko potoczyło.

Prognozy pogody z Beskidów
Z DDTVN byłaś do tej pory w Wiśle, na Helu i na lodowisku w Warszawie. Jako Bielszczanka, będziesz często pokazywać pogodę z Beskidów?
– To nie do końca ode mnie zależy. Ale powiedziałam przełożonym, że jestem z Bielska-Białej i chciałabym pokazać widzom moje strony. Osoby z redakcji są na tak, więc jeśli tylko się da, na pewno będę przyjeżdżać w Beskidy z prognozą pogody.
Masz ulubione miejsca w Bielsku-Białej, do których zawsze wracasz z nostalgią?
– Całe Bielsko-Biała jest dla mnie miłym, serdecznym miejscem, do którego bardzo lubię wracać. Najważniejsi są ludzie. Gdy wracam, chcę spotkać się z przyjaciółmi, z rodziną. Jeżeli pojawiła się jakaś nowa atrakcja czy coś dzieje się w mieście, to zawsze próbuję wszystko połączyć. Pamiętam, że za dzieciaka bardzo często chodziłam po górach wokół Bielska-Białej. W tym roku znów poszłam. Wyprawa na Szyndzielnię, z Szyndzielni na Klimczok to sztandarowe trasy, które chyba każdy Bielszczanin zaliczył.
Warszawa, góry i Mazury
Często przyjeżdżasz w rodzinne strony?
– Staram się co najmniej raz w miesiącu, ale nie zawsze się udaje. W Dzień Dobry TVN grafik dyżurów jest robiony z wyprzedzeniem. Może więc łatwiej mi będzie planować przyjazdy do Bielska-Białej.
Na zakończenie każdego odcinka programu „Polacy za granicą” pytałaś bohaterów, czy gdy już się dorobią, chcieliby wrócić do Polski. Więc pytam teraz Olę Kot, czy zamierza wrócić kiedyś do Bielska-Białej na stałe?
– Teraz moja praca jest ściśle powiązana z Warszawą. Zawsze jednak powtarzam i powtarza to również mój chłopak, że jeżeli kiedyś mielibyśmy wyjechać z Warszawy i gdzieś zamieszkać, to wybieramy Bielsko-Białą. On jest w tym mieście zakochany. Marzy mi się jeszcze dom na Mazurach, żeby pić sobie kawę z widokiem na jezioro.
Mamy więc trzy marzenia Oli Kot: domy w Warszawie, na Mazurach i w Beskidach. Tego ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

Brawo /fajna ,inteligentna rozmowa Olu-powodzenia w Nowej Stacji