Cała prawda o Piastowskiej. Przerażająca historia pod powierzchnią przebudowywanej ulicy ZDJĘCIA i FILM

paź 31, 2025Ludzie, Miasto

Robert Kowal

Ślimacząca się przebudowa Piastowskiej jest źródłem poważnych problemów komunikacyjnych w Bielsku-Białej. Budowniczowie natrafiają na urządzenia hydrotechniczne, które w latach 20. XX wieku instalowano na tzw. starym odcinku ulicy. Niewykluczone, że mogą natknąć się również na szczątki ludzi zmarłych ok. 1831 roku na cholerę oraz pozostałości szyn i innych urządzeń tworzących drugą linią tramwaju. Przemysław Czernek, bielski historyk sztuki, odsłania bogatą historię ulicy wytyczonej przez wiedeńskiego wizjonera architektury Maxa Fabianiego.

Pierwsze projekty wytyczenia ulicy Piastowskiej pochodzą z początku XX wieku. Ich autorem był wiedeński wizjoner architektury Max Fabiani, który na zlecenie magistratu opracował kompleksowy plan przebudowy Bielska.

Sprowadzenie architekta tej miary do ośrodka położonego na peryferiach monarchii habsburskiej było sukcesem władz miasta. Przemysław Czernek, historyk sztuki i architektury przypuszcza, że Fabiani prawdopodobnie przyjechał do Bielska w ślad za swoim profesorem Camillo Sitte, który pracował na Śląsku Cieszyńskim i Opawskim.

W miejscu, gdzie miał być ratusz

Wiedeńczyk uporządkował pod względem architektonicznym plac Garncarski (Töpferplatz), kreśląc plany budowy monumentalnego gmachu, który miał być przeznaczony na siedzibę władz miejskich. Koncepcja Fabianiego nie doczekała się realizacji. Ponad 30 lat później w miejscu, gdzie stanąć miał wielki ratusz, wzniesiono nową siedzibę Komunalnej Kasy Oszczędności.

Architekt Paweł Juraszko zaprojektował trzypiętrowy budynek „związany” z neobarokową kamienicą za pomocą przeszklonego pawilonu. Przeszkloną ścianę kurtynową gmachu zdobi witraż przedstawiający Fortunę. Warto dodać, że dzieło krakowskich witrażowników uchodzi za największy obraz wykonany w technice witrażu w obiekcie, który nie jest miejscem kultu.  

Rozwinięcia nie doczekała się również koncepcja rozbudowy parku Słowackiego w kierunku dzisiejszej ul. Chopina. Natomiast Przemysław Czernek jest przekonany, że na planach Fabianiego lokowano budynek poczty głównej przy obecnej ulicy 1 Maja. Po wykonaniu zamówienia władz Bielska, architekt wrócił do Wiednia, skąd korespondencyjnie nadzorował realizację swoich planów przebudowy miasta.

Wielka gwiazda architektury

Po zakończeniu I wojny światowej bielscy radni powierzyli misję sporządzenia nowego planu rozbudowy miasta profesorowi Hermanowi Jansenowi z Niemiec. Była to na owe czasy wielka gwiazda architektury światowej. Jeszcze przed wojną architekt sporządził kompleksowy plan rozwoju Wielkiego Berlina, wpisując weń tereny zielone w postaci parków, ogrodów, łąk i lasów.

W 1927 Jansen opracował kompleksowe plany rozwoju nowej Ankary, stolicy Turcji. Wygrał konkurs, ale z powodu interwencji politycznych plan generalny Ankary nigdy nie został w pełni ukończony, wobec czego architekt zażądał usunięcia swojego podpisu z planu.

Po prawej stronie Piastowskiej

Władze Bielska ściągnęły Hermanna Jansena, aby zweryfikował bardzo odważne plany Fabianiego, które powstawały w okresie rozwoju gospodarczego przełomu XIX i XX wieku. Niemiecki architekt zobowiązał się uregulować całościowo kwestie komunikacyjne miasta. Próbował m.in. udrożnić „wąskie gardło” w rejonie zamku Sułkowskich, w tym uporządkować plac Żwirki i Wigury.

Jansen wytyczył osiedla mieszkaniowe dla średniej klasy po prawej stronie ul. Piastowskiej, która w latach 20. kończyła się u zbiegu z ul. Listopadową obok nowo wybudowanego Gimnazjum Polskiego. W latach 30. rozpoczęto inwestycję przedłużenia Piastowskiej od Listopadowej aż do Aleksandrowic. 

Plany Jansena spinała ul. Piastowska jako arteria komunikacyjna łącząca nowe osiedla mieszkaniowe. Jednak koncepcja niemieckiego architekta została zrealizowana dopiero po II wojnie światowej w formie sieci Zakładowych Osiedli Robotniczych. Jak podkreśla Przemysław Czernek, osiedla Mieszka I i Piastowskie powstały jako rozwinięcie idei modernistycznych, które narodziły się w latach 20. i 30.

W czasach małej stabilizacji

Bogatym inwestorem ZOR-ów była Międzyzakładowa Spółdzielnia Mieszkaniowa Metalowiec, która budowała mieszkania dla pracowników Indukty, WSM (Warsztaty Samochodów Mechanicznych, czyli późniejsza FSM) czy Bispolu, a za projekty odpowiadał Ideowy następca modernistów inż. Oskar Górny. – Oskar Górny wspomniał mi kiedyś, że jego pierwszym szefem w Biurze Projektów Budownictwa Ogólnego w Katowicach oddział w Bielsku-Białej był Alfred Wiedermann – mówi Przemysław Czernek.

Ostatni ZOR, VI (obecnie os. Piastowskie) powstawał do końca lat 60. Był to na wskroś nowoczesny projekt z ciągiem usługowo-handlowym, pralnią mechaniczną i garażami. Miało być nawet kino. Do dziś służy mieszkańcom pawilon ze sklepem spożywczym i popularną restauracją Magnum, który w pierwotnej wersji zwieńczony był łamanym daszkiem z cienkiego żelbetu ze szczytem brukselskim, nawiązujący do mody architektonicznej końcówki lat 50. Później został „brzydko” przebudowany.

W czasach tzw. małej stabilizacji Gomułki powstały także pawilony autorstwa Oskara Górnego przy ul. Michałowicza. Jako ostatni wzniesiono ZOR VII (os. Kopernika), a następne osiedla budowały już znane nam dzisiaj spółdzielnie mieszkaniowe.

Wciąż popełniają ten błąd

Jak przekonuje nasz rozmówca, ul. Piastowska była problemem, który spędzał sen z powiek wszystkim urbanistom pracującym w mieście. Rozbudowa Bezalinu przyjęta decyzją polityczną w latach 70. zaburzyła dotychczasowy ład urbanistyczny, podobnie jak budowa dwóch wysokich bloków przy ul. Asnyka. U zbiegu ul. Piastowskiej i Sobieskiego miał powstać pawilon spółdzielni Metalowiec zbudowany z kielichów, takich jak dworzec w Katowicach. Ale brakowało terenów uzbrojonych pod budownictwo mieszkaniowe. Dlatego w tym miejscu stanął wieżowiec zwany enerdowcem.

Współczesne władze miasta popełniają wciąż ten sam błąd – podkreśla historyk architektury. – Dążą do powiększania przepustowości ciągów komunikacyjnych, tymczasem na świecie udowodniono, że ilekroć poszerzy się drogę dla indywidualnego ruchu samochodowego, to w dłuższej perspektywie zawsze się ona zakorkuje. Miasto powinno inwestować w transport zbiorowy, a indywidualny wyprowadzać poza centrum – nie wątpi.

W częściowo ocalałych opracowaniach urbanistycznych z lat 70., do których dotarł w archiwum Czernek, nazywano to parkingami zaporowymi. Zostawiasz auto i dalej jedziesz autobusem lub szybką kolejką miejską. – Wprowadzenie tej idei do organizacji sieci komunikacyjnej miasta wymagałoby odważnych decyzji politycznych. W krótkiej perspektywie realizacja byłaby kosztowna, ale w dłuższej na pewno sprawdziłaby się w praktyce – tłumaczy.

Historia pod powierzchnią ulicy

Piastowska zawsze była polem zgniłych kompromisów i sprzeczności – słyszymy. – W latach 70. planowano tam zbudować potężny kompleks urzędu wojewódzkiego. Z ambitnego planu pozostał parking obok Starostwa Powiatowego. Budowniczowie drugiej linii tramwaju rozumieli, że na tym kierunku powinien dominować transport zbiorowy plus ewentualnie aleja spacerowa, tak jak chciał Hermann Jansen. Nigdy nie zrobimy tam arterii o dużej przepustowości – dodaje historyk sztuki.

Historia odzywa się podczas obecnej inwestycji realizowanej na tej ulicy. W trakcie robót ziemnych ekipy budowlane natrafiają na stare urządzenia hydrotechniczne, które na odcinku od dworca kolejowego do Listopadowej w latach 20. XX wieku instalowały renomowane firmy z branży wodociągowej i kanalizacyjnej.

Mogą się też natknąć na szczątki ofiar cholery pochowanych ok. 1831 roku na nieistniejącym cmentarzu epidemicznym oraz pozostałości szyn i innych urządzeń związanych z drugą linią tramwaju miejskiego, co może jeszcze bardziej wydłużyć prace w tym rejonie miasta.

Robert Kowal

Udostępnij
Lubię to 12
Nie lubię tego 0

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *