Z Andrzejem Hermanem – bielskim adwokatem, członkiem nowego Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, współtwórcą sukcesu Bielskiej Zadymki Jazzowej, rozmawia Robert Kowal
Informacją ostatnich dni jest wybór Andrzeja Hermana do pięcioosobowego Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Brawo! Czujesz się dowartościowany jako nowy urzędnik jazzu?
– (śmiech) Cieszę się, że artyści, organizatorzy muzyczni, dziennikarze i wszystkie inne osoby aktywne w polskim środowisku jazzowym wskazały mnie jako osobę godną zasiadania w tym wąskim gronie. Czuję się reprezentantem Bielska-Białej, z całą wyjątkowością naszego miasta posiadającego dwa festiwale, które nie mają równych w Polsce i za granicą, z bogactwem i jakością lokalnych scen muzycznych.
Trzeba dorosnąć do jazzu
Grzeszysz skromnością. Jakie indywidualne osiągnięcia pomogły Ci zdobyć zaufanie środowiska muzycznego?
– Nie wiem dokładnie. Być może część środowiska uznała za ważne moje wieloletnie działania na rzecz uzdrowienia finansów PSJ. Przez ponad 20 lat zajmowałem się pomocą w organizacji Bielskiej Zadymki Jazzowej, a następnie współorganizowałem sierpniowy festiwal jazzowy w Sopocie – Sopot Molo Jazz Festival. To było miejsce towarzyskich spotkań wszystkich muzyków w Polsce.
Spotkaliśmy się przy okazji promocji albumu o „Piątawce”, nieistniejącym już najstarszym klubie jazzowym w Bielsku-Białej, który miałby dzisiaj 50 lat. Skąd Twoja fascynacja muzyką improwizowaną?
– Pochodzę z Kluczborka, a w Bielsku-Białej mieszkam od lat chłopięcych. Przywiozłem ze sobą wrażliwość i zamiłowanie do muzyki. Z czasem dorosłem do jazzu. Ciepło wspominam wielkie postaci bielskiego środowiska, m.in. nieżyjącego już Staszka Waszkiewicza, właściciela chyba największej na świecie kolekcji płyt, w tym jazzowych, czy prof. Krzysztofa Płatka, z którym miałem przyjemność nawet dziś się spotkać.
Nie wszystko umarło
Byłeś aktywistą „Piątawki”. Młodszym Czytelnikom tłumaczę, że to taka wymarła sekta pasjonatów, która nie oczekiwała pieniędzy z tytułu swojej aktywności publicznej.
– Stałem się aktywistą w „Piątawce” dopiero w 1978, od matury. Klub wtedy zmienił siedzibę, przeprowadzając się do pomieszczeń SM Strzecha przy wjeździe na Osiedle Kopernika. Jeśli dobrze pamiętam, w tej lokalizacji obecnie funkcjonuje pizzeria. Twórcą tego wyjątkowego miejsca, które rozbrzmiewało wspaniałą muzyką, był Jurek Rocławski. W „Piątawce” zajmowałem się m.in. przesuwaniem kolumn głośnikowych, przynosiłem swój ciężki prywatny gramofon Foniki, aby prezentować w klubie muzykę z własnych płyt. W miarę regularnie uczestniczyłem we wszystkich wydarzeniach artystycznych, cieszyłem się z każdego koncertu. M.in. byłem na trzech z pięciu koncertów legendarnej grupy Osjan z Wojciechem Waglewskim i Milo Kurtisem.
Przykro mówić, ale Bielsko-Biała nie ma obecnie swojej „Piątawki”. Wszystko umarło?
– Do niedawna mieliśmy „Metrum”, które przez dziesięć lat było, moim zdaniem, jedynym pięciogwiazdkowym klubem jazzowym w Polsce. Niektórzy mówią, że jazz jest muzyką niszową, a ja twierdzę, że elitarną. Trudno dotrzeć do miliarda słuchaczy jednocześnie, z czym nie mają problemów pop czy rock. „Metrum” działało tak długo wyłącznie dzięki pasji jego właścicieli, Bogny i Mariana Kozłowskich. Bez regularnego wsparcia finansowego z zewnątrz żaden klub jazzowy w naszym mieście nie będzie mieć racji bytu.
Ludzie, muzyka i jej opary
Przez 22 lata współtworzyłeś Bielską Zadymkę Jazzową. Co w tym długim czasie stało się z jazzem w Bielsku-Białej?
– Wszystko, czego dziś jesteśmy świadkami. Zadymka okrzepła, stając się cenioną marką na całym świecie. Wykreowany również został drugi festiwal – „Jazzowa Jesień”, o innym obliczu muzycznym i adresowany do innej publiczności, kierowany przez Anię Stańko.
Nie ma dziś Hermana przy organizacji Zadymek – szanuję, że nie chcesz mówić o przyczynach tej nieobecności. Co Cię trzyma przy jazzie?
– Ludzie, muzyka i opary jej towarzyszące, wszystkie circumstances, które wiążą się z koncertami na żywo. Żadna impreza rockowa nie ma takiej atmosfery, jak regularny festiwal muzyki jazzowej czy zbliżonej do improwizowanej.
Granice kompromisu artystycznego
Obnosicie się z elitarnością jazzu, a jednocześnie narzekacie na brak kasy. Czy możliwe jest poszerzenie audytorium festiwali i klubów jazzowych poprzez wzbogacenie ich repertuaru muzyką popularną, np. rockową?
– To problem, z którym środowisko jazzowe boryka się od stu lat. Są granice kompromisu. W naszym kraju istnieją festiwale kreujące się na jazzowe, ale prezentujące muzykę bardzo daleką od jazzu. Emocjonalnie od czasów studenckich związany jestem ze środowiskiem Jazzu nad Odrą we Wrocławiu. To w istocie jedyny festiwal jazzowy w Polsce strzegący granic kompromisu artystycznego. Na początku lat 70., dzięki geniuszowi Milesa Davisa, jazz otworzył się na szerszą publiczność. Do widowni zapatrzonej dotąd w Duke’a Ellingtona czy Johna Coltrane’a dołączyły miliony sympatyków stylu fusion. Dalsze poszerzanie granic kompromisu nie uważam za wskazane.
Nowy zarząd PSJ będzie bronił jazzu przed rockiem?
– Współczesne pokolenie jazzmanów tworzą świetnie wykształceni absolwenci wydziałów jazzu akademii muzycznych, m.in. Wojtek Myrczek, Beata Przybytek, Paweł Tomaszewski. To oni zdecydują, czy lub jakie elementy rocka powinny wejść do stylistyki jazzowej.
Ochrona praw artystów wykonawców
Do czego środowisku potrzebne jest Polskie Stowarzyszenie Jazzowe?
– Muzycy, dziennikarze jazzowi, organizatorzy działalności artystycznej już na początku lat 60. uznali, że stowarzyszenie jest im niezbędne. Organizacja reprezentuje interesy całego środowiska muzycznego. Prowadzi działania lobbystyczne wobec organów państwa oraz instytucji pozamuzycznych, koordynuje współpracę międzynarodową, pozyskuje dotacje państwowe. Mało?
Co zyskają bielscy muzycy dzięki obecności bielszczanina w zarządzie PSJ?
– Będą lepiej wiedzieć, co dzieje się i co planuje się w Warszawie, jakie są obszary pomocy instytucjonalnej dla muzyków czy możliwości współpracy PSJ z organizacjami zajmującymi się ochroną praw artystów wykonawców. Będę miał pierwszorzędne informacje w tych sprawach. Zapraszam do kontaktu.
Dziękuję za rozmowę.

0 komentarzy