utworzone przez kowal | lut 16, 2023 | Ludzie
Robert Kowal
Współczesne pokolenie młodych mężczyzn w rurkach i stopkach ma kłopot w sprawach damsko-męskich. Podobnie jak ich ojcowie i dziadkowie, brylują w towarzystwie mieszanym w szkole, ale gdy przychodzi studniówka, nie ma z kim tańczyć. W każdej rodzinie jest jakaś daleka kuzynka, którą dawnej ściągano na tę jedną noc ze wsi. Dziś uczeń kupuje towarzystwo. Pakiet za 600 zł.
Wszystko jest na sprzedaż. W dawnych czasach niejeden uczeń już kilka miesięcy przed studniówką rozpoczynał poszukiwania panny, która byłaby skłonna spędzić z nim tę wyjątkową noc na parkiecie. Dziś w sezonie studniówkowym obrotne nastolatki zarabiają na usłudze towarzyskiej.
Jeden z popularnych portali ogłoszeniowych zamieścił anons młodej dziewczyny. Jeśli chcesz zrobić dobre wrażenie na znajomych czy rodzinie albo wywołać zazdrość w byłej dziewczynie, napisz do Sandry. 170 cm wzrostu, świetnie tańczyi pije umiarkowanie – zachwala autorka ogłoszenia. Kto by nie chciał skorzystać?
Sandra obiecuje, że może zostać partnerką na różne uroczystości: imieniny, bankiety, studniówki, wesela, imprezy firmowe. Od kilku lat zajmuje się głównie sportem, tańcem oraz pracą w modelingu, dlatego – jak zapewnia – potrafi być elegancką wizytówką mężczyzny. Jest kontaktowa i łatwo nawiązuje znajomości.
Ale towarzystwo wyłącznie za odpłatnością. Od partnera wymaga wysokiej kultury osobistej oraz umiaru w spożywaniu alkoholu. W anonsie nie ma kwoty, strony zawsze mogą się dogadać. W sieci piszą, że taka usługa towarzyska kosztuje 600, a nawet 800 zł. Sporo. Chyba, że chodzi o jakiś większy pakiet.
W Bielsku-Białej trwa sezon studniówkowy. Na ten jeden pamiętny bal wynajmowane są sale restauracyjne, jest dobry bufet, bywa kilka ciepłych kolacji. Wprowadzono zakaz spożywania własnego alkoholu, ale kto wyegzekwuje ten obowiązek w odniesieniu do osób towarzyszących. W dworku pod miastem uczniowie mogą korzystać ze zniżek przy barze. Kelnerka przynosi do stolika wiaderko z lodem i popularną wódką. Sprzedaż przy barze zostaje czasowo zawieszona, gdy jednemu z uczniów robi się słabo.
W internecie mamusie organizują podwózkę dla dzieciaków, aby w drodze powrotnej nie zabłądziły. Wiadomo, młodość musi się wyszumieć, a taki bal jest jedyny w życiu i w ogóle może nawet najważniejszy. Dziecko poznaje życie od środka.
Robert Kowal
2
0
utworzone przez kowal | lut 16, 2023 | Miasto
Była noc, kiedy policjanci z podbielskiej Jasienicy zatrzymali audi, które poruszało się całą szerokością jezdni. Kierującą uprzedzono, że zostanie poddana badaniu na zawartość alkoholu, ale wtedy przyszła jej w sukurs pasażerka, która zaproponowała mundurowym… łapówkę. Policjanci grzecznie odmówili, informując kobietę, że popełniła przestępstwo. Wówczas rozpoczęła się awantura.
Do zdarzenia doszło 12 lutego 2023 na ul. Bielskiej w Jaworzu. Podczas patrolowania ulic policjanci z zespołu patrolowego miejscowego komisariatu zauważyli audi, które poruszało się całą szerokością jezdni. Kiedy mundurowi zatrzymali pojazd, okazało się, że za kierownicą siedzi 34-letnia kobieta, a obok 31-letnia pasażerka.
Kierująca została poinformowana, że zostanie poddana badaniu na zawartość alkoholu. Wtedy pasażerka w zamian za „przymknięcie oka” na sytuację usiłowała nakłonić mundurowych do przyjęcia łapówki w wysokości 5 tys. zł. Policjanci grzecznie odmówili i poinformowali kobietę, że dopuściła się przestępstwa, po czym zatrzymali ją. Bielszczanka stała się agresywna i zaczęła znieważać mundurowych. W tej sytuacji odwieziono ją do policyjnego aresztu.
Kontrola stanu trzeźwości wykazała, że kierująca odpowie za wykroczenie, gdyż prowadząc pojazd, znajdowała się po użyciu alkoholu. Pasażerce, która popełniła przestępstwo, prokurator przedstawił zarzut znieważenia policjantów oraz przekupstwa, czyli czyn z art 229 kk. Sprawczyni grozi kara do 10 lat więzienia. Wobec kobiety zastosowano dozór policji.
/rok/
Foto: Policja
0
0
utworzone przez kowal | lut 16, 2023 | Hity z kina i TV, Miasto
Robert Kowal
Dawno nie widziałam tak dobrego filmu! – usłyszałem w tłumku widzów wychodzącym z sali kinowej Heliosa. Z tą lapidarną amatorską recenzją filmu, który kręcono w Bielsku-Białej, można dyskutować. Zawodowi recenzenci prześcigają się w komplementach, a ja czuję niedosyt. Dobrze gdyby wszyscy, którzy bawią się tą historią, wiedzieli, gdzie strzelali do sobie Piłsudski, Lenin i jego żona Krupska.Wbrew temu co sugerują twórcy filmu, nie było to na Podhalu.
Prawdopodobnie każdy z nas miał w życiu choć raz taki koszmar. Budzisz się rano po ostro zakrapianym wieczorze. Obcy dom, obcy ludzie, czasem kobieta aktualnie bez makijażu. Krajobraz jak po bitwie. W głowie kołacze natrętna myśl: co ja tutaj robię? Z bólem próbujesz przypomnieć sobie ostatnie zasłyszane i wypowiedziane słowa. Siwy dym!
Podobnie mieli czterej „Niebezpieczni dżentelmeni”, bohaterowie nowego filmu realizowanego m.in. w Bielsku-Białej, Tadeusz Boy-Żeleński, Witkacy, Joseph Conrad i Bronisław Malinowski (w tych rolach znani i popularni aktorzy Tomasz Kot, Marcin Dorociński, Andrzej Seweryn i Wojciech Mecwaldowski). Przyjaciele usiłują wspólnie odtworzyć przebieg szalonego wieczoru, ale logiczne myślenie utrudnia nieznośny hangover po spożyciu alkoholu i pejotla, silnie halucynogennego „zioła” z amerykańskiego kaktusa.
Ból poszukiwań jest tym większy, że rano na miejscu nocnej biesiady w domu Witkacego panowie odnajdują zwłoki nieznajomego mężczyzny, a do drzwi puka dociekliwy policjant. Na domiar złego okazuje się, że podczas imprezy zginęła duża suma pieniędzy.
Historia rozgrywa się przed wybuchem I wojny światowej. Obok czterech głównych bohaterów, wielkich osobowości polskiej kultury, na planie filmowym spotykają się postaci nie mniej znane – Józef Piłsudski, Karol Szymanowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Zofia Nałkowska, Karol Rubinstein i inni. Ta historia nie wydarzyła się naprawdę, ale mogła się wydarzyć – informują twórcy. Wielkie nazwiska robią wrażenie. Dla maturzystów to znakomity przegląd elity Młodej Polski.
Krytycy na ogół są łaskawi dla dzieła Macieja Kawalskiego i jego ekipy. Zgrabna komedia kryminalna, wspaniała gra aktorska, błyskotliwe dialogi, fascynująca podróż do przeszłości, odwaga w naginaniu historycznych faktów, a nawet porównania do kina Tarantino – czytam recenzje w internecie. Rzadko piszą o niedociągnięciach, potknięciach, o przeroście formy nad treścią. Film otrzymał dotację z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na stypendium scenariuszowe, rozwój projektu i produkcję. To o czymś świadczy.
W sali bielskiego Heliosa często słychać śmiech publiczności. Ja śmieję się z przerysowanej postaci późniejszego marszałka Józefa Piłsudskiego, a nie powinienem, bo to twórca niepodległości Polski. Do śmiechu mi, kiedy widzę przyszłego wodza rewolucji październikowej Włodzimierza Lenina i jego żonę Nadieżdę Krupską, a nie powinienem, bo to mordercy. Ludzie śmieją się nawet wtedy, gdy na ekranie człowiek wpada pod koła powozu.
Nie będę oceniał „Niebezpiecznych dżentelmenów”, aby nie zanudzić Czytelnika treściami, z którymi spotkał się w sieci. Chcę skupić się na bielskich akcentach produkcji reżysera Kawalskiego. Zdjęcia do filmu kręcono w połowie 2021 w Bielsku-Białej, o czym szeroko informowały wtedy media lokalne. Wiele scen realizowano w stylowych wnętrzach bielskiego teatru, w tym finałową strzelaninę z udziałem Piłsudskiego, Lenina i Krupskiej. Inne, nie mniej stylowe, osadzono w realiach Bielskiej Szkoły Przemysłowej. Jednak widz nie wie, że reżyser przenosząc go w czasie, przenosi go też w przestrzeni.
Akcja filmu toczy się w Zakopanem i na Podhalu. Na ekranie widzimy więc unikalną architekturę zakopiańską i efektowne plenery tatrzańskie. W ten zjawiskowy klimat wpisany jest westybul, szatnia i widownia teatru w Bielsku-Białej, gdzie nakręcono część scen. W „Niebezpiecznych dżentelmenach” bielski teatr obsadzony jest w roli podhalańskiej placówki kultury, jak by to dzisiaj nazwać. Chyba nigdy w historii tylu popularnych aktorów nie kręciło u nas jednocześnie.
Na Podhalu lub w okolicach nie ma takiego pięknego obiektu? Może i jest, tym bardziej jako bielszczanin cieszę się, że film pokazuje akurat bielski teatr. Czuję jednak niedosyt, że to wiedza dostępna tylko tym, którzy znają zabytki Bielska-Białej oraz widzom naszego teatru. Nie wiem, po czyjej stronie jest piłka – czy filmowców, czy władz miasta. Podziękowania na końcu filmu są miłym gestem, ale ilu widzów ogląda napisy końcowe? Miasto jest szczęśliwym właścicielem obiektu podziwianego przez kinomanów w kraju i za granicą. Co można wygrać z okazji premiery filmu, w którym zabytek z Bielska-Białej robi za podhalański?
Światowa premiera „Niebezpiecznych dżentelmenów” odbyła się jesienią ub. roku, a 20 stycznia film wszedł do rozpowszechniania w polskich kinach. Aktualnie oglądać go można także na ekranach w Heliosie i Cinema City.
Robert Kowal
0
0
utworzone przez kowal | lut 16, 2023 | Hity z kina i TV
Agnieszka Pollak-Olszowska
Niby to już wszystko było… Seriale o bogaczach wyjeżdżających do miejsc zarezerwowanych dla VIP-ów, skomplikowane relacje międzyludzkie, które sprawiają, że pieniądze szczęścia nie dają, a na koniec wątek kryminalny, czyli trup, który potwierdza regułę ciekawego scenariusza. Jednak emitowany na platformie HBO Max serial ,,Biały Lotos” ma w sobie powiew świeżości.
Kręcony bez zbędnych efektów specjalnych, ale za to z zapadającą w pamięć muzyką, cierpliwie podąża z kamerą za bohaterami, których scenarzysta postawił przed wieloma nieoczywistymi wyborami. Jest tutaj samotna milionerka, która chce pochować prochy matki w oceanie, są zapracowani rodzice dwójki zmanierowanych współczesnych nastolatków (wiecznie obrażona i narzucająca swoją wolę córka ze swoją znudzoną koleżanką oraz uzależniony od internetowej pornografii syn) i para w podróży poślubnej.
Połączenie zestawu takich gości ze zróżnicowaną etnicznie i obyczajowo obsługą hotelową przyniesie wiele ukrytych znaczeń, których widz się nie spodziewał. Oglądając bieżący odcinek, zdajemy sobie sprawę, że ten pięknie nakręcony na hawajskiej wyspie serial zawiera w sobie wiele ukrytych symboli, z których jednym z najbardziej czytelnych jest konsekwencja kolonializmu, dająca bogaczom prawo do uważania siebie za lepszych od przeciętnego pospólstwa.
Zdecydowanie warto więc poświecić czas na obejrzenie pierwszego i drugiego sezonu, żeby wyrobić sobie własne zdanie o tej niezwykłej produkcji.
Agnieszka Polalk-Olszowska
1
0
utworzone przez kowal | lut 16, 2023 | Miasto
Rajmund Pollak
Słowo dewaluacja kojarzy nam się z upadkiem wartości pieniądza, a zatem czy może podlegać dewaluacji tak szacowna uczelnia, jaką powinien być uniwersytet albo tak doskonała placówka służby zdrowia, jaką powinna być klinika? Ostatnie kilkadziesiąt lat wykazało, że niestety… może! W Bielsku-Białej przybywa klinik, ale czy to oznacza, że mamy lepszą opiekę medyczną?
Przez wiele stuleci z pojęciem „uniwersytet” wiązało się wybitne grono profesorów i doktorów nauk, wysoki poziom nauczania i najwyższe wymagania wobec studentów. W okresie średniowiecza, odrodzenia, a nawet oświecenia nie każde państwo w Europie czy na świecie było na tyle rozwinięte, aby posiadać własny uniwersytet.
Dla politruków i nieuków
W I Rzeczypospolitej przez kilka stuleci mieliśmy tylko jeden Uniwersytet Jagielloński, a potem doszedł jeszcze Uniwersytet im. Stefana Batorego w Wilnie i na samym końcu tego łańcucha historii powstał Uniwersytet Warszawski. Kiedyś nie do pomyślenia było, aby jakikolwiek uniwersytet był monotematyczny, bo warunkiem uznania jakiejkolwiek uczelni za uniwersytet była wielofakultowość, co oznacza, że nie mogła być uniwersytetem uczelnia, na której wykładano wyłącznie ekonomię albo wyłącznie medycynę, albo wyłącznie pedagogikę.
Defraudację pojęcia „uniwersytet” rozpoczęli komuniści, wprowadzając tzw. uniwersytety marksizmu-leninizmu przeznaczone dla politruków i nieuków, których poziom inteligencji nie pozwalał na zaliczenie chociażby jednego roku akademickiego na prawdziwym uniwersytecie. Tacy „absolwenci” uniwersytetów marksizmu-leninizmu, których było w PRL znacznie więcej niż normalnych uniwersytetów, otrzymywali zamiast tytułów magistra lub inżyniera tytuł kandydata na dygnitarza partii rządzącej, czyli PZPR.
Nie było ważne, że taki „absolwent” z czerwoną legitymacją nie miał bladego pojęcia ani o matematyce, ani o historii, ani o geografii, ani o czymkolwiek, bo zaraz po ukończeniu komunistycznego uniwersytetu zostawał co najmniej pierwszym sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej PZPR. Każdy kto pamięta PRL wie, że większość sekretarzy KC PZPR też nie miała ukończonego żadnego uniwersytetu oprócz uniwersytetu marksizmu-leninizmu.
Budziło respekt i uznanie
Ktoś powie, że komunizm już wylądował na śmietniku historii i teraz to już mamy inne czasy. Czasy są faktycznie inne, ale dewaluacja uniwersytetów wcale nie zakończyła się 4 czerwca 1989 ani nawet w roku 2023. Jak to jest możliwe, że kiedyś słowo uniwersytet budziło respekt i uznanie, a teraz w każdym większym mieście Polski jest nieraz kilka uniwersytetów monotematycznych?
Teraz mamy uniwersytety ekonomiczne, pedagogiczne, medyczne, itd. A co z poziomem nauczania na takich uniwersytetach? Widać to po licznych absolwentach zasiadających w sejmikach wojewódzkich, w Sejmie, Senacie, a także po postępowaniu osób z wiadomej „nadzwyczajnej kasty”.
Przejdę teraz do sprawy jeszcze bardziej bulwersującej, czyli klinik. Kiedyś nawet w czasach słusznie minionych pojęcie „klinika” było zarezerwowane dla placówek zdrowia o najwyższym standardzie, z wybitnymi specjalistami medycznymi i koniecznie gronem doktorów i profesorów nauk medycznych, którzy w tych klinikach prowadzili badania naukowe. A teraz co my mamy?
W wojewódzkim jest za darmo
W Bielsku-Białej istnieje już spora liczba klinik, w których nie ma ani jednego profesora medycyny ani sprzętu medycznego na poziomie zbliżonym do Szpitala Wojewódzkiego, a gdy w trakcie operacji dochodzi do komplikacji, często wysyła się pacjenta do wojewódzkiego, bo tam jest tomograf, itd. Ostatnio ktoś w Bielsku-Białej wpadł nawet na pomysł, żeby otworzyć klinikę stomatologiczną.
Sam doświadczyłem różnicy między prywatnym dentystą a kliniką. Gdy moja pani doktór rozchorowała się, a wypadła mi plomba, dowiedziałem się w klinice dentystycznej, że kompleksowe leczenie mojego zęba będzie kosztować 2,5 tys. zł i od razu wiedziałem, dlaczego poziom kliniki jest dużo wyższy niż zwykłego gabinetu stomatologicznego, w którym za plombę płacę 100-150 zł, a przy leczeniu kompleksowym najwyżej 300 zł.
No, ale moja pani doktor stomatologii nie wpadła na taki genialny pomysł, aby otworzyć klinikę stomatologiczną. Tak samo z porodami. W klinice ginekologicznej za poród trzeba nieźle zapłacić, a w Szpitalu Wojewódzkim jest za darmo. Teraz wystarczy, że kilku chirurgów zwoła zebranie założycielskie i już mamy klinikę chirurgiczną.
Pomogli niejednej osobie
Akurat z kliniką chirurgiczną w Bielsku-Białej mam pozytywne doświadczenia, bo pomogli niejednej znanej mi osobie. Nie zmienia to jednak mojej opinii, że powinni nazywać się Niepublicznym Zakładem Pomocy Chirurgicznej, ale nie kliniką, bo kliniką w sensie naukowo-medycznym jeszcze nie są.
Nawet obecnie leczenie w prawdziwych klinikach, to znaczy takich, które są usytuowane przy wyższych uczelniach medycznych, jest nadal bezpłatne, a w klinikach prywatnych niekoniecznie.
Rajmund Pollak
1
0